Stefan Kubowicz, honorowy przewodniczący

Wspomnienie o Stefanie Kubowiczu

(tekst napisany po pogrzebie, który odbył się 28 września 2019 roku w Kasinie Wielkiej) 

Tak się złożyło, że pisałem dłuższy tekst o ś.p. Stefanie Kubowiczu, w 2010 roku, gdy odchodził z Sekcji (jest poniżej). Tutaj więc kilka dodatkowych myśli.

Dobrze, że obecny na pogrzebie Janusz Śniadek – były przewodniczący „S”, przypomniał, że Stefan był człowiekiem nietuzinkowym, lubił życie, humor. Znany był z żywego języka rozmowy, zdolności do szybkiej riposty. Szczególnymi jego pasjami były gra w brydża i… grzybobranie. Pamiętam, że kiedyś, gdy wracaliśmy pociągiem z Warszawy, podczas postoju w lesie, Stefan przy otwartym oknie mówił, że wyczuwa zapach grzybów, nawet wskazywał ich potencjalne miejsca. W związku z tym, iż w młodości rzucał oszczepem, znał też szczegółowo wyniki lekkoatletyczne – był pasjonatem sportu, ale w dobrym wydaniu.

Tak ja, ale i szereg innych osób, jak Krystyna Bojahr, Krzysztof Jędrzejczyk śp. Wojciech Kotarba, Bogumił Soczyński mieliśmy okazję do częstszych spotkań w biurze „S” w Gdańsku, w którym to mieście przebywał osiemnaście lat swego przewodniczenia Sekcji Krajowej. Praca, życie toczyło się do godzin nocnych.

I tu warto zwrócić uwagę, co może trochę mniej wybrzmiało podczas pogrzebu, że Stefan był nie tylko człowiekiem solidarności, ale też, chyba równie mocno, człowiekiem edukacji. Piszę o tym szerzej w w/w artykule. W moim odczuciu jego wpływ na bieg polskiej oświaty był bardzo duży. Stefan był wizjonerem polskiej edukacji, a to było jej, po latach PRL-u, niezwykle potrzebne. Miał też silny, uparty charakter, co pozwalało mu przekuwać owe idee w realne działania. Stąd tak duża liczba konferencji, szkoleń, publikacji. Czego, niestety, zaczyna brakować (te tendencje można było zauważyć gdzieś od 2006 roku). Trzeba uważać, by taktyka nie zastępowała głębszych strategii, a gry – szerszych planów działania.

Mocno akcentował dwa jej filary: wychowawczą rolę szkoły, w tym akcent na patriotyzm oraz rolę dobrze przygotowanego, ale i zmotywowanego finansowo nauczyciela-wychowawcy. Temu podporządkowywał wiele w czasie przewodniczenia „S” oświatowej, a miałem okazję bliżej z nim współpracować od czasu strajku oświatowego z maja 1993 roku, któremu on przewodniczył, ja zaś byłem rzecznikiem prasowym. Zgadzaliśmy się w tej opinii z ministrem Mirosławem Handke, który również uczestniczył w tej ostatniej ziemskiej drodze Przewodniczącego. Trochę żal, że nie udało się tych uwag, refleksji spisać.

            Stefan był też człowiekiem cierpienia. Koniec życia bardzo mocno go doświadczył od tej strony. Wiedzą to najbliżsi, w tym szczególnie opiekująca się do kresu Siostra, a także znajomi z Sekcji Krajowej, których wielu przybyło na pogrzeb. Stąd tym bardziej oby jego ukochana ziemia Podhala lekką mu była. Ale też oby wiatr od morza, który towarzyszył mu przez kilkanaście lat jego pobytu na Wybrzeżu, ukoił go w tym najdłuższym ze snów. W moim przekonaniu w pełni sobie na to zasłużył.

Wojciech Książek

(Przewodniczący Międzyregionalnej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” w Gdańsku, Wiceminister Edukacji Narodowej w latach 1997-2001)

 Ps. Podczas powrotu z pogrzebu poprosiłem koleżeństwo z Sekcji Gdańskiej o wspólne zaśpiewanie „Barki”. To ulubiona pieśń nie tylko Jana Pawła II, o której mówił, że czuje w niej „ukryte tchnienie ojczyzny”, ale i Stefana. Kiedyś nawet zastanawialiśmy się, co zrobić, by stała się hymnem nauczycieli (są tam choćby słowa: „Szukał ludzi gotowych pójść za Nim; / by łowić serca”… Ale też przypomniałem słowa Zygmunta Krasińskiego o Adamie Mickiewiczu: „My wszyscy z niego”. Chyba szereg współpracowników Stefana, oczywiście mając poczucie proporcji i inności kontekstu, mogłoby powiedzieć podobnie.

 

Tytuł: Stefan Kubowicz, honorowy przewodniczący

Podczas niedawnego zjazdu „Solidarności” oświatowej w maju 2010 roku doszło do zmiany na stanowisku lidera Sekcji Krajowej. Nowym przewodniczącym został wybrany Ryszard Proksa. Dotychczasowy, Stefan Kubowicz, po 18 latach przewodniczenia, zrezygnował z kandydowania.

Delegaci mieli poczucie doniosłości chwili. Stefan Kubowicz nie był bowiem liderem malowanym. Odcisnął swe piętno na wizerunku Sekcji, na jej dokonaniach, na często bliskich relacjach z ludźmi. O niekłamanej sympatii świadczył chociażby fakt, iż z wielką akceptacją spotkała się uchwała zjazdu o przyznaniu mu tytułu honorowego przewodniczącego Sekcji.

Nie chcę pisać laurki, ale warto zwrócić uwagę na co najmniej kilka bardzo ważnych faktów z życia kolegi Stefana. Piszę po imieniu, bo znamy się od strajków z 1993 roku, gdy on był liderem komitetu strajkowego, a ja – rzecznikiem. Zadzierzgnięta wówczas więź zaufania, szacunku, pozostały. Uważam, że jest on, obok ś.p. Anny Radziwiłł i prof. Mirosława Handke osobą, która odcisnęła największe piętno na polskiej edukacji ostatniego dwudziestolecia.

Szanuję Stefana szczególnie za to, iż miał zawsze pewną wizję edukacji, której pozostawał wierny, starał się wdrażać w życie niezależnie od zmieniających się ministrów edukacji. Jej główne filary to:

  • Podkreślanie rangi zadań wychowawczych szkoły, a w tym szczególnie wychowania patriotycznego,
  • Znaczenie dobrego kształcenia ogólnego, jako podstawy do edukacji przez cały czas kariery zawodowej (w tym jego ukochanej matematyki, którą uczył),
  • Podkreślanie roli nauczyciela-wychowawcy w szkole, jego szczególnej misji, która powinna być gwarantowana takim aktem prawnym, jak Karta Nauczyciela,
  • Szacunek dla partnerów społecznych, czy to MEN-u, czy innych związków zawodowych, samorządów terytorialnych.

Niezwykła była i pozostaje religijność Stefana, który chociażby w dniach strajku oświatowego, praktycznie codziennie wymykał się do pobliskiego Kościoła Kapucynów w Gdańsku. Te chwile skupienia dawały mu siłę do podejmowania czasami trudnych decyzji, a jako góral rodem z Kasiny  k. Muszyny, charakter ma twardy, aczkolwiek skory do kompromisu.

Taką jego zdolność koncyliacyjną miałem okazję lepiej poznać, gdy w 1997 roku negocjowaliśmy z przedstawicielami różnych partii politycznych, które weszły w skład AWS, zręby programu edukacyjnego. Stefan, dobry mówca, dysponujący silnym głosem, przekonywał, namawiał, sam zaś próbowałem nadawać formę wypracowywanym treściom, szukać i proponować sposoby ich realizacji. I tak, zupełnie niespodziewanie, zostałem wiceministrem Edukacji Narodowej, co nie obyło się bez jego rekomendacji.

To Stefan podczas oficjalnych rozmów z ówczesnym kierownictwem MEN starał się zgłaszać korekty do proponowanych przez nas zmian w edukacji. Nigdy w tamtym „ministerialnym” okresie nie czułem presji ze strony przewodniczącego „S” oświatowej, prób owego jakże polskiego „załatwiactwa”. To nie styl, nie jego klasa. Mogę ujawnić, że w jednej sprawie zabiegał mocno i w różnych gremiach. Chodziło o wprowadzenie do art. 53 Karty Nauczyciela świadczenia wakacyjnego dla nauczycieli. Można żartobliwie powiedzieć, że owe dodatkowe ok. 1000 zł, jakie przed wakacjami wypłaca się w szkołach, to w dużej mierze jego zasługa.

Po moim powrocie do Gdańska i związku, powrócił też czas naszej bliższej współpracy tym bardziej, że zostając równoległe skarbnikiem całej „Solidarności”, przybyły mu dodatkowe obowiązki. Wiele projektów pism, publikacji, bo kierował również Instytutem Promocji Nauczycieli, powstało z naszych rozmów, ustaleń. Tak się dobrało dwóch jednak trochę pracoholików, którzy nawet podczas np. imieninowych imprez, mieli z boku karteczki, gdzie co chwila notowaliśmy pojawiające się pomysły. Takie natury.

Nie ma co ukrywać, że w ostatnich latach pojawił się problem zbudowania bardziej systemowych relacji z liderami Ministerstwa Edukacji Narodowej. Niby nawiązuje się do reformy z przełomu wieków, ale za dużo, bez należytego przygotowania, bez wystarczającego zabezpieczenia finansowego. Przykładem jest trzyletni proces wdrażania przesunięcia obowiązku szkolnego do szóstego roku życia, czy pospieszne wprowadzenie kontrowersyjnych podstaw programowych (złe rozwiązania przy nauczaniu historii w II i III klasie LO). Zbyt często rozwiązania ciekawe (bo są takie ze strony MEN) mieszają się z wywołującymi różne kontrowersje i pytania. Widać wyraźnie takie nie zawsze dobre potrząsanie systemem edukacyjnym, kokietowanie samorządów ponad głowami często zdezorientowanych nauczycieli. A to na tych ostatnich spoczywa główna odpowiedzialność i wysiłek dobrego kształcenia, wychowania naszych następców.

Sytuacja obecna pewnie nie nastraja zbyt optymistycznie długoletniego lidera „S” oświatowej. A do tego bunt organizmu po wielu latach życia w stresie, praktycznie na walizkach. A do tego kolejne uderzenia, jak śmierć prezydenta Lecha Kaczyńskiego, którego Stefan bardzo cenił. To on miał, tak po cichu liczyliśmy, przygotowując wniosek o order, wręczyć mu go przy okazji uroczystości XXX-lecia powstania NSZZ „Solidarność”. W każdym bądź razie wniosek został złożony.

  Kiedy w imieniu Sekcji Gdańskiej, wręczaliśmy Stefanowi Kubowiczowi pamiątkową grafikę Gdańska, w życzeniach przywołaliśmy niezwykłe słowa z II Listu do Tymoteusza: „W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem”. Stefan swego biegu nie skończył, i całe szczęście. Jednak w obliczu tego, co już zrobił dla polskiej oświaty, dla nauczycieli, dla ludzi „S” oświatowej, słowa z Nowego Testamentu pasują nadzwyczaj.

Z tego prawie dwudziestoletniego przewodniczenia płynie też przesłanie. Żeby mniej było takiego polskiego poklepywania po ramieniu, owego „wicie-rozumicie”, czy prymatu taktyki nad strategią oraz personalizowanie problemów. Więcej zaś wysiłku rozumienia innych, posiadania i obrony wizji polskiej szkoły, a także jak najwięcej człowieczeństwa w sobie, które jest, a przynajmniej powinno być, solą relacji wewnątrzszkolnych. Czyli naszej pracy nad pracą, o co tak apelował jeden z autorytetów Stefana Kubowicza – Jan Paweł II. Tylko czy jesteśmy gotowi zawsze podejmować takie wyzwania? 

 

Wojciech Książek

(Przewodniczący „S” oświatowej Regionu Gdańskiego,

wiceminister Edukacji Narodowej w latach 1997 – 2001)

 

Ps. Obecnie Kolega Stefan Kubowicz, który powrócił w swe rodzinne, małopolskie strony, zmaga się z chorobą, która jest pokłosiem także jego wielkiej działalności związkowej – stresującej, niezwykle wyczerpującej organizm. Mam jeszcze marzenie, aby udało się spisać te doświadczenia nauczycielsko-związkowe. Był jednym z najbardziej aktywnych świadków, ale i współautorem tych jakże burzliwych przemian w edukacji i takie podsumowanie byłoby niezwykle cenne. Może się uda.