Uwagi do obecnych zmian w edukacji oraz wywiadu z Minister Edukacji Narodowej

 

W tygodniku „SIECI” (26/2018) ukazał się wywiad z minister edukacji narodowej Anną Zalewską pt. „Zasłużyłam na ocenę dobrą”. Wydaje się wart komentarza i to z kilku powodów. Dziennikarze Jacek i Michał Karnowscy zadali kilka ważnych pytań, stąd tekst nie jest przysłowiową laurką (lub jednoznaczna krytyką), co często się obecnie zdarza i to w różnych mediach. Ten zanik merytorycznej debaty coraz bardziej jest zauważalny i dokuczliwy.

x.

Uwagi do zmian wprowadzanych od roku zapisałem m. in. w artykule „Powrót do starego ustroju szkolnego z… lekkimi modyfikacjami”, który zamieściłem na str. https://wojciechksiazek.wordpress.com/powrot-do-starego-ustroju-szkolnego-zlekkimi-modyfikacjami-2/ Zwracam w nim uwagę m. in. na problem dialogu, tego, co potem? By następcy znowu nie chcieli odwracać zmian. Polska edukacja potrzebuje stabilności. Zasadnym byłoby podjęcie obecnie rozmowy na ten temat chyba najlepiej pod patronatem Prezydenta RP tym bardziej, że takie obietnice składał w styczniu 2017 r., podpisując ustawy wprowadzające zmiany w oświacie, funkcjonuje też Narodowa Rada Rozwoju. Żeby nie było tego przysłowiowego odbijania się od ściany do ściany, co zmiana władzy. Słowa min. A. Zalewskiej, iż: „W Europie narasta świadomość, że trzystopniowy system edukacji jest jednak gorszy niż dwustopniowy” oraz przywołanie doświadczenia Finlandii, rzeczywiście osiągającej duże sukcesy edukacyjne, nie rozwiązują całości problemów, które są z tym związane.
Na pewno było dużo uwag nauczycieli do tempa wprowadzanych zmian, do braku pogłębionego dialogu ze środowiskiem oświatowym, braku należytego wsparcia finansowego dla organów prowadzących, w tym na podwyżki płac. Stąd sformułowanie postulatu, że jak koniecznie chce się zmieniać ustrój szkolny, czego zasadności sam nie widzę, to aby ew. zmiany wdrożyć nie od 1 września 2017 r., a minimum o rok później lub, co byłoby najbardziej zasadne, od I klasy szkół podstawowych. Warto też mieć świadomość, że w ostatnich latach zmieniła się sytuacja na rynku pracy w porównaniu z czasem przełomu wieków, nie ma tak fatalnego bezrobocia absolwentów szkół i uczelni, pracodawcy oferują lepsze płace i warunki pracy. Dotyczy to też kandydatów do zawodu nauczycielskiego.
Otóż patrząc z perspektywy nauczycielskiej, związkowej, ale i jako były wiceminister edukacji, który w latach 1997-2001 koncentrował się na przygotowaniu szczegółów reformy edukacyjnej, mogę stwierdzić, że obecna zmiana została wprowadzona od strony organizacyjnej dosyć sprawnie. A jest to ogromne wyzwanie prawne, programowe, finansowe. Także jeżeli chodzi o dobór ludzi. Istniały realne obawy, że nie uda się na czas wdrożyć tego, co nazywamy umownie 5 x „P”, czyli: Podstaw programowych – Programów nauczania – Planów nauczania – Podręczników – Pomocy dydaktycznych. Czasu było stosunkowo niedużo, łatwo było o poślizg czasowy w publikacji rozporządzeń, czy przygotowaniu podręczników szkolnych. A do realizacji pozostawały co najmniej dwa dodatkowe „P”: Prawo i Pieniądze. Czyli ustawy, szczególnie wprowadzająca nowy system szkolny, jak i zmieniająca ustawę o systemie oświaty, łącznie z ważnymi „bezpiecznikami”, jakimi było wpisanie zmian w sieci szkolnej z mocy prawa. Ten zapis na pewno uaktywnił działania samorządów, także tych, mocniej kontestujących obecną władzę. Odnośnie owych „pieniędzy” odniosę się poniżej.

x.

Ważny fragment wywiadu dotyczy problemu tzw. przeładowania programów nauczania szczególnie w VII i VIII klasach szkół podstawowych. W odpowiedzi na to istotne pytanie dziennikarzy min. A. Zalewska mówi: „Proszę pamiętać, że podstawy programowe to zestaw od kilkunastu do maksymalnie 30 zagadnień, które mogą być realizowane w dowolnej formie”. Jako wyjście z tej sytuacji proponuje rozmowę z radą pedagogiczną, radą rodziców, Zapowiada też dodatkowe szkolenia w tym zakresie.

Wydaje się, że problem jest poważniejszy, a związany jest też z egzaminem zewnętrznym po ósmej klasie. Były już przypadki, gdy rodzice wręcz grozili pozwami sądowymi udowadniając, że jakaś partia materiału, która pojawiła się na egzaminie, z różnych przyczyn nie została omówiona w danej szkole. A wynik z egzaminu ma duży wpływ na wybór tej lub innej szkoły ponadpodstawowej. Podstawy programowe nie mogą być dowolnie „przycinane” w pojedynczej szkole publicznej. Wydaje się, że warto, a jest jeszcze na to czas, podejść do sprawy systemowo. Zebrać współautorów podstaw programowych z poszczególnych przedmiotów (a były takie zespoły) – od szkoły podstawowej, do liceów, techników. Dokonać analizy niezbędnego minimum do realizacji podczas poszczególnych cykli edukacyjnych. Ta praca ekspercka powinna się odbyć z udziałem przedstawicieli Centralnej i Okręgowych Komisji Egzaminacyjnych, by była jasność co do obszarów, które obejmą zadania egzaminacyjne. Ten mądrze rozwiązany aspekt programowy jest niezwykle ważny, to istota wiedzy, wymagań stawianych przez nauczycieli. Serce szkoły.

x.

W wywiadzie za mało mówi się, że ta zmiana jest procesem, że to nie koniec wyzwań i zagrożeń, które mogą wystąpić w najbliższych latach. Likwidacja gimnazjów, która ostatecznie nastąpi 1 września 2019 roku, pociągnie za sobą dodatkowe wyzwania pracownicze, które dotkną także pracowników administracji i obsługi szczególnie z ok. 420 ostatecznie likwidowanych placówek. W przyszłym roku dojdzie także do trudnych sytuacji związanych ze spiętrzeniem tzw. podwójnego rocznika uczniów (kończących ósme klasy i trzecie gimnazjów), którzy przez cztery lata będą przesuwali się przez szkoły ponadpodstawowe. Nie dla wszystkich będą miejsca w szkołach ich marzeń, może wystąpić zjawisko dwuzmianowości, czy dużego przepełniania klas. Tu może wystąpić zawód ze strony rodzin, oskarżanie szkół, rządzących, iż jest to taki stracony rocznik.

Jest też problem dla gmin, inaczej niż dla miast na prawach powiatu, które prowadzą całość placówek edukacyjnych na danym terenie. W przyszłym roku przestaną dostawać 1/9 subwencji oświatowej, którą otrzymają tzw. powiaty ziemskie. To też wpłynie na ograniczenie liczby godzin dydaktycznych. Nie wszystkich zwalnianych nauczycieli ze szkół gminnych przejmą licea, placówki szkolnictwa zawodowego.

x.

Problem nauczycieli jest szerszy i dotyczy co najmniej kilku spraw.  Jednym z nich jest zagrożenie zwolnieniami. Ono występuje realnie. Warto, szczególnie z pozycji ministerialnej, mniej używać ogólnych danych i komentarzy. Informacje te, nawet prawdziwe, często nie przekładają się na sytuację konkretnych szkół, czy nauczycieli, co rodzi dodatkowe napięcia i frustracje. Warto pamiętać o wskazaniach brytyjskiego premiera Benjamina Desiraeli, iż: „Politycy używają statystyki jak pijak latarni: nie szukają światła tylko punktu oparcia”.

Pewnie ma rację min. A. Zalewska, gdy mówi, że liczba godzin w przeliczeniu na etaty zwiększyła się prawie o 20 tys. Tylko tak nie jest wszędzie. Problem dotyka szczególnie niektórych szkół wiejskich, terenów objętych niżem demograficznym. Z tym wiąże się sprawa łączenia etatu w kilku szkołach. To nie będzie tak, że problem dotyczył głównie zamykanych gimnazjów. Obecnie też jest i pozostanie widoczny. Nauczyciel biologii, chemii, fizyki, geografii nie zawsze będzie miał pełen etat w jednej szkole podstawowej – nawet z dwoma równoległymi klasami. Stąd też warto byłoby pomyśleć o dofinansowaniu ich dojazdów do kilku szkół, chociażby z unijnych funduszy społecznych. Samo zachowanie tzw. dodatku wiejskiego (10%), a były zakusy na jego likwidację, nie zrekompensuje kosztów z tego tytułu.

Problem statystyczny dotyka też mówienia o płacach. Gdy min. A. Zalewska mówi: „Chcę jednak powiedzieć, by czytelnicy tygodnika „Sieci” mieli świadomość, że w ciągu roku i dziewięciu miesięcy cała suma podwyżek dla nauczycieli dyplomowanych wyniesie prawie 1 tys. zł.. Przy czym nie są to podwyżki, które nakazujemy samorządom, nie dając im na to pieniędzy, jak to bywało za poprzednich rządów. To konkretne pieniądze przekazywane w ramach subwencji oświatowej”, to warto przypominać, że i tu operowanie średnimi jest bardzo zwodnicze (do sprawy subwencji i nakładów odniosę się w innym miejscu). W ich skład, choćby dla grupy nauczycieli dyplomowanych, wchodzą różne dodatki, nie tylko stażowy, ale i motywacyjny, czasami trudnościowy, funkcyjny. W niektórych danych o zarobkach wlicza się także nadgodziny. Prawda o wynagrodzeniach nauczycieli, a mówimy o osobach z wyższym wykształceniem, z przygotowaniem pedagogicznym, często z kwalifikacjami do nauczania kilku przedmiotów, wciąż nie jest zbyt zachęcająca i konkurencyjna w stosunku do innych branż. A jeszcze w zmianach prawnych z 2017 roku wydłużono z 10 do 15 lat proces dojścia nauczyciela od stażysty do dyplomowanego. Płaca zasadnicza nauczyciela stażysty, czyli przez 2 lata po studiach, to 2.417 zł brutto i braku innych dodatków, płaca zasadnicza nauczyciela kontraktowego, czyli przez kolejnych sześć lat, to 2.487 zł. Problem niskich zarobków m. in. dotyka nauczycieli w większych miastach, gdzie nie ma zazwyczaj innych dodatków ani nadgodzin. Zwracam uwagę, że 3 x 5% nie da kwoty tysiąca zł podwyżki, a jedynie będzie stanowić mniej więcej 60% tej wysokości. Tegoroczna, od 1 kwietnia w przypadku nauczycieli dyplomowanych wzrosła z 3.149 zł na 3.317 zł, czyli o 168 zł. Dwie kolejne będą podobnego rzędu.

x

W wywiadzie jest kilka innych spraw, które warte są podkreślenia. Dobrym działaniem, o czym mówi min. A. Zalewska, jest doprecyzowanie statutów szkół w prawie oświatowym. Dobrym, gdyż pozwala ono np. wprowadzić zakaz używania telefonów komórkowych w szkołach. 

Na pewno kierunek działań, który warto wspierać to sprawa stołówek szkolnych. W moim odczuciu mniej należy skupiać się na tym, by jedna z przerw wynosiła aż 40 min., bo to powinna być kompetencja danej szkoły, gdzie najlepiej wiadomo, jak szybko i ilu uczniom wydaje się posiłek, czy występuje dwuzmianowość, jakie są możliwości lokalowe. Bardziej istotne powinno być podkreślanie po pierwsze tego, że będziemy dążyć do podania posiłku wszystkim uczniom, którzy choćby w milczeniu tego oczekują (trzeba pamiętać dorosłym, że dzieci też mają swoją dumę), po drugie przez kształtowanie nawyku korzystania ze zdrowej, polskiej żywności. Stąd, gdzie jest to możliwe, warto wspierać przygotowywania posiłków na miejscu (bez korzystania z firm kateringowych). Stołówka szkolna, ze swymi zapachami, powinna być ważnym elementem wychowawczej roli szkoły.

W wywiadzie jedynie skrótowo, i dobrze, nawiązuje się do kształcenia zawodowego (branżowego). Min. A. Zalewska mówi na ten temat: „Niby mieliśmy szkolnictwo techniczne, ale gdzieś obok, funkcjonujące właściwie wyłącznie dzięki samorządowcom i dyrektorom, którzy się uprali. Tu podkreślę, że szkolnictwo zawodowe też odzyska po reformie swoją rangę”.

Wypowiadając się niejednokrotnie na ten temat, także na podanej niżej stronie internetowej, tu tylko dodam, że o rodzajach szkół decydowały wybory uczniów i ich rodziców. Główne kryteria były i pozostają dwa, to różnorodny rynek pracy i godne zarobki. Dzisiaj widać w Polsce wzrost jednego i drugiego. Ale ta koniunktura pewnie nie będzie trwała wiecznie. Ów uśmiechnięty polski hydraulik z plakatu już chyba mniej jest potrzebny w Paryżu. Stąd musimy w polskim systemie edukacyjnym pamiętać o akcencie na dobre podstawy wykształcenia ogólnego – w tym informatyki, języków obcych, kształtowaniu zdolności młodych ludzi do podejmowania przekwalifikowań (i zapewnienia odpowiedniej sieci placówek edukacji ustawicznej), ale i wartości moralno-patriotycznych (tzw. umiejętności miękkie, o które często pytają pracodawcy). Bez pamięci małej i dużej ojczyzny, szacunku dla przeszłości i dziedzictwa, cnoty punktualności i sumienności, człowiek jest słabszy, bardziej podatny na różne manipulacje.

Na marginesie dodam, że ostatnio zwiedzałem niedużą wystawę w Górsku k. Torunia, pamięci uprowadzonego w tym miejscu ks. J. Popiełuszki. Mądrze zaprojektowane  muzeum, także od strony multimedialnej, warte pokazania młodym ludziom. Tych szlaków patriotycznych powinno być dużo więcej. To też zadanie i wyzwanie, i to nie tylko dla MEN.

x.

W wywiadzie zabrakło rozwinięcia dwóch tematów, które wydają się szczególnie ważne. Pierwszy dotyczy zmian w regulacjach dotyczących nauczycieli. Min. A. Zalewska mówi: „Wprowadziliśmy kilka korekt w ustawie Karta nauczyciela bez naruszania fundamentów”. W mojej ocenie była to poważna ingerencja w zapisy Karty nauczyciela, a największym dotychczasowym błędem MEN jest wprowadzenie nowego systemu oceniania nauczycieli (nowelizacja ustawy Karta Nauczyciela z 27 października 2017 r.). Wielu nauczycieli, dyrektorów wyraża swe obawy, jak będzie działał system ciągłych (bo obligatoryjnych co trzy lata) ocen nauczycieli, z których garstka, tych uzyskujących min. 95% wykazywanych kryteriów, wskaźników, będzie otrzymywała przez trzy lata 500+. Ci z oceną bardzo dobrą, czy dobrą już nie. Jak to zobiektywizować, jak zapobiec fali odwołań? Ile emocji, ba, zazdrości pojawi się w gronach pedagogicznych? Tak akcentowaliśmy przez lata, by nauczyciel skupiał się głównie na pracy z uczniem, bo tam jest codziennie oceniany, a jest też system dyrektorskich hospitacji zajęć. Można sobie wyobrazić dużą szkołę, gdzie kilkudziesięciu nauczycieli jest w ciągłym cyklu oceniania, co dotyczy też dyrektorów. W tym wszystkim ucieka to, co najważniejsze, fenomen spotkania ucznia i nauczyciela, przekaz wiedzy, umiejętności, postaw, ich podmiotowe, oby, relacje. Warto dokonać tu choćby jednej zmiany, znieść obligatoryjność, a pozostawić nauczycielowi dyplomowanemu wybór czasu, gdy po raz kolejny przystąpi do oceny (oczywiście, co gwarantowały dotychczasowe przepisy, także na wniosek, mówiąc ogólnie, szkoły).

I drugi nieobecny temat – finanse. Min. A. Zalewska mówi jedynie, że udało się, dzięki premierowi Mateuszowi Morawieckiemu, wyasygnować dodatkowo 1,2 mld zł na podwyżkę dla nauczycieli w 2018 r. Dobre i to, ale warto przypominać, że w programie rządzących było systemowe uporządkowanie finansowania oświaty. Trzeba mieć na uwadze, że ok. 44 mld zł subwencji oświatowej to zdecydowanie poniżej już nie 4, a 3% PKB, a o takim minimum środków niezbędnych na właściwe utrzymanie szkolnictwa mówiło się od lat. Tymczasem pojawiło się szereg nowych wyzwań związanych z obecnie wdrażanymi zmianami w edukacji, wzrastają koszty stałe utrzymania szkół.

Zresztą nie tylko oświacie, Polsce potrzebna jest rozmowa o systemie płac w całej sferze budżetowej, łącznie z parlamentarzystami, ministrami, nauczycielami, lekarzami, kolejarzami, wojskowymi, policjantami, prawnikami, itd. Jak w międzywojniu, gdy wyznacznikiem owej drabinki była płaca Prezydenta RP. Potrzebna jest rozmowa na temat nakładów na poszczególne sfery życia publicznego. W ub. roku chyba zbyt pochopnie zgodzono się na system potężnego dofinansowania służby zdrowia. Zabrakło wcześniej właśnie takiej podstawowej debaty o priorytetach państwa. Nie można w niej pomijać sfery szkolnictwa (w tym wyższego, ustawicznego, nauki) i nie tylko dlatego, że odpowiednio wykształcony człowiek zadba i o swoje zdrowie. Nie ma większej wartości i szansy dla Rzeczpospolitej jak mądry, ale i należycie finansowany system edukacyjny.

Wojciech Książek

(Przewodniczący „S” oświatowej w regionie gdańskim, wiceminister edukacji narodowej w latach 1997-2001)

 

Sierpień 2018 roku